piątek, 29 stycznia 2016

Wojtek

 Nie wiem skąd przybył.  Czyściutki, tłuściutki,  milutki, białoszary, dorosły kocur. Znak szczególny - rudawa plamka na brodzie.Wszedł do domu niepostrzeżenie, zaanektował kanapę i podbił serca domowników. Zbyt zadbany i oswojony, żeby nie był czyjś. Dałam ogłoszenie ze zdjęciem na bloga prowadzonego przez radnych z gminy ale nikt się nie zgłaszał. I Wojtek został - pierwszy i jedyny kocur pośród czterech kotek. Przez kilka dni na początku pobytu u nas prawie nie schodził z kanapy, za wyjątkiem posiłków i potrzeb fizjologicznych, które załatwiał na zewnątrz. Został wykastrowany. Kotki,o dziwo,zaakceptowały go po miesiącu,to dość szybko jak na nie. To kot bezkonfliktowy,przyjazny,taki trochę ciapowaty. Kapsel,nasz pińczer miniaturowy szybko pogodził się z faktem,że przybył jeszcze jeden samiec.

Wojtek lubi czasami poszaleć,gania wtedy po schodach tam i z powrotem a bywa,że zaczepia najmłodszą Tośkę,wówczas biegają we dwójkę ku niezadowoleniu Kapsla.Ten,zdezorientowany rumorem zaczyna ujadać i próbuje dołączyć do towarzystwa. Akcja zazwyczaj kończy się połajanką naszego walecznego pińczerka.

czwartek, 7 stycznia 2016

Kapsel


Dom został wielokrotnie "zakocony" więc wydawało się, że to koniec przyjmowania zwierząt pod dach. Na Wielkanoc 2014 małoletnia sąsiadka wraz z koleżanką  podarowały mi laurkę z życzeniami   i wyrysowanymi pięcioma jajami, w których ulokowane były cztery koty oraz jedno jajo puste ze znakiem zapytania. Zażartowałam - czyżby to było miejsce na kolejnego kota? Nie minęło trochę czasu jak pojawił się...no, nie tym razem nie był to kot, kotka, kocię ale...piesek!
Pinczer miniaturowy trafił do nas, gdy nagle zmarła jego pani, żona naszego kolegi. Kolega nie miał czasu dla pieska,bo wówczas jeszcze pracował. Kapsel wychowany w mieście nie znał innych zwierzaków prócz swego gatunku. Gdy po raz pierwszy zobaczył kota, psim zwyczajem zaszedł go od tyłu celem zapoznania się i ewentualnie identyfikacji płci i zaraz został skarcony łapką po mordce. Kilka takich podejść i już wiedział, że z kotami tak się nie da. Najprzyjaźniej przyjęła go najmłodsza Tośka,od razu się zakolegowali urządzając gonitwy po ogrodzie. Pozostałe koteczki najwyraźniej nie były zachwycone nowym domownikiem. Najgorzej znosiła to nasza najstarsza koteczka Kropka, która przestała pokazywać się "na salonach" i przesiadywać w ulubionym fotelu. Z wysokości schodów obserwowała co się dzieje na dole.Trwało trochę zanim przyjęła do wiadomości,że nic jej nie grozi ze strony Kapsla.
Kapsel przez ładnych parę miesięcy był  pieskiem mało szczekliwym. Ale to się zmieniło! Teraz lubi pohałasować, gdy coś go zaniepokoi.Najulubieńszym zajęciem naszego pieska jest...spacerowanie. Ogród mu nie wystarcza, zna w nim każdy zapach , co innego spacery po okolicznych polnych ścieżkach, działkach lub choćby sąsiednich uliczkach. Taki mały a jaki bojowy! Zaczepia psy kilkakroć większe od siebie , rowerzystów i łapie za nogawki kogo się da. Tego próbuję go oduczyć ale kiepsko mi idzie.
Kapsel jest psem kolankowym, to jego ulubione miejsce przebywania. Każde kolana są dobre chociaż niektóre lepsze.


wtorek, 22 grudnia 2015

Tośka pod choinkę

Kilka miesięcy po odejściu Zochy za Tęczowy Most pojawiła się kolejna kotka. Było to dokładnie w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia.Wyszłam wczesnym popołudniem przed dom zobaczyć co dzieje się w ogrodzie. Dzień był dość ciepły, temperatura powyżej pięciu stopni, niektóre rośliny wciąż nie traciły wigoru. Nagle coś skoczyło na rosnący przy ogrodzeniu bez. Podeszłam bliżej a tam...siedział kociak. Ciekawe skąd się wziął? Kociak czmychnął ale wciąż przebywał na naszej posesji, kręcił się do wieczora. Przeczuwałam, że to kotka, że została nam podrzucona. Zwabiłam kociaka do garażu, dałam jeść, przygotowałam karton wysłany polarowym kocykiem.Tak minęła pierwsza noc. Rano zaglądam do garażu... a po kocie ani śladu. Szukam, zaglądam pod samochód...nie ma! Wyparował?? Czekaj spryciarzu, pomyślałam i skonstruowałam naprędce "zabawkę" wydającą szeleszczący dźwięk, któremu tylko głuchy kot mógłby się oprzeć. Uruchamiam zabawkę i obserwuję podwozie...i po chwili ...co widzę? Gdzieś spod nadkola wyłazi zguba. Próbowałam zwabić kociaka z garażu na salony ale strach jego był zbyt wielki. Jeszcze jedna noc w garażu i dopiero kolejnego dnia za sznurkiem weszła (bo już wiedziałam, że to ONA) do pokoju.
Rezydujące kotki bynajmniej nie były zachwycone ale zaakceptowały Tośkę, pewnie dlatego, że była kociakiem. Najtrudniej było,o dziwo, najbliższej wiekowo Duszce, chyba do dziś nie przepada za Tośką. Kropka, jak zwykle próbowała jej matkować a ta znosiła dość cierpliwie jej starania.W tym czasie miałam duży problem z barkiem-rozerwanie ścięgna mięśnia nadgrzebieniowego, z powodu bólu nie mogłam brać Tośki na ręce no i niestety do dzisiaj nie lubi być na rękach,wyrywa się, wije jak piskorz. Jej żywiołem jest skakanie po drzewach,zdecydowanie woli przebywać na dworze aniżeli w domu. Jest najbardziej fotogeniczną z kotek, tak myślę.

czwartek, 10 grudnia 2015

Ptaki w moim ogrodzie

Do niewątpliwych uroków mieszkania na wsi jest możliwość obserwowania z bliska ptaków, które odwiedziły mój ogród. Niektóre z nich znałam jeszcze z miasta,gdyż niedaleko bloku gdzie mieszkałam znajdował się park osiedlowy. Zimą widywałam sikorki bogatki, gile, szpaki, gawrony nie mówiąc o wróblach czy mazurkach. Ale dopiero tutaj, na wsi ujrzałam po raz pierwszy dzwońca, kopciuszka, makolągwę, szczygła, grubodzioba, ziębę..  Rudzika pokazywano w czołówce filmu o angielskich ogrodach i myślałam, że tylko tam żyją, że to ptak narodowy Anglików. A tymczasem... rudzik pojawił się tego roku w moim ogrodzie! Mimo pięciu kotów i szczekliwego pieska. Oczywiście to nie jest komplet ptaków jakie zawitały do mojego ogrodu , było ich znacznie więcej, zwłaszcza zimą przy karmiku.  
Zdjęcia z wczesnej jesieni tego roku.


zdjęcie powyżej:rudzik,szczygieł,chyba krogulec,sikorka modraszka,kopciuszek,sikorka bogatka,makolągwa;
zdjęcie poniżej:sikorka bogatka, 2 x makolągwa, rudzik, kopciuszek, szczygieł

wtorek, 1 grudnia 2015

Duszka,kotka z charakterem

Dwie kotki,to była zaplanowana ilość. Po trzech latach własnego towarzystwa musiały zaakceptować Zochę,co przyszło z ogromnym trudem bowiem Zocha miała dość wredny charakterek. Czwarty kociak, pojawił się w dniu moich imienin tzn. 21 października. Prawdopodobnie ktoś  nam podrzucił śliczną,  białą koteczkę w szare i rude łatki. Próbowaliśmy znaleźć jej nowy dom ale bezskutecznie, nie było ochotników a do schroniska przyjmowali tylko koty z miasta, zresztą tę opcję odrzuciliśmy.Wsiowymi bezdomnymi kotami ma się zajmować gmina czyli nikt. I została a ponieważ zjawiła się pod garażem jak duch... nazwałam ją Duszka. Kropka, początkowo nieufna, jak zwykle chciała jej matkować ale nic z tego, każde lizanie kończyło się bijatyką i ucieczką Duszki. Natomiast Bianka,może z racji swojego inwalidztwa jest najmniej konfliktową koteczką, zakolegowała się z nową lokatorką bez spięć. Zocha też przyjęła ją przyjaźnie ( w miarę).
Drugi dzień pobytu u nas.
To najodważniejsza (dla niektórych też najładniejsza) z wszystkich kotek, chodzi z nami na spacery (niekiedy), zna wszystkie posesje w pobliżu, nie ucieka przed psami. Któregoś dnia zobaczyliśmy ją na dachu sąsiadów, zaglądała tam często, ciekawa ptactwa domowego. Zdecydowanie woli męskie towarzystwo od mojego , niejednokrotnie mnie podrapała nawet ugryzła a mimo to bardzo ją
lubię i podziwiam.